Czenstochower

Wpisy

  • czwartek, 30 sierpnia 2012
  • wtorek, 28 sierpnia 2012
    • Aquapark niepotrzebny

      Zamiar budowy aquaparku na terenach szumnie zwanych Parkiem Wypoczynkowym „Lisiniec” sięga czasów, kiedy Częstochowa liczyła ćwierć miliona mieszkańców i była miastem wojewódzkim. Temat co jakiś czas powraca, ostatnio z powodu ogłoszeń, za pośrednictwem których magistrat poszukuje chętnych inwestorów.

      Czy jednak tego typu przedsięwzięcie jest potrzebne? Jeszcze kilka-kilkanaście lat temu park wodny był postrzegany jako coś nowego i pociągającego. To był dobry czas na budowę tego typu przybytków. Obecnie rynek się nasycił, spędzanie czasu w tego typu miejscach straciło na atrakcyjności i spowszedniało. Aquaparki nie są – w przeciwieństwie do zwykłych basenów – obiektami, do których regularnie uczęszczałaby pewna grupa osób. To miejsce na jednorazowy wypad od święta; jeśli ktoś chce popływać, to wybierze się na normalną pływalnię, a pozostałym zjeżdżalnie i wiry szybko się znudzą (nie wspominając o zaporowych cenach biletów wstępu!).

      Pomysł należy chyba odłożyć do lamusa. W przeciwnym razie trzeba się liczyć z ryzykiem niskiej frekwencji – mieszkańcy nie przybędą tłumnie, a na turystów nie ma co liczyć (w promieniu 100 km znaleźć można kilka tego typu obiektów, a pielgrzymi raczej nie skorzystają z parku wodnego, tak jak nie korzystają z innych możliwości spędzania czasu poza klasztorem).

      Nasuwa się jeden wniosek: Częstochowa realizuje „przebrzmiałe” inwestycje. Najlepszym przykładem jest właśnie aquapark – drogie miejsce jednorazowej uciechy, które co bardziej zaradne miasteczka powiatowe zafundowały sobie parę dobrych lat temu. Podobnie ma się rzecz z rzeźbami Biegańskiego i Poświatowskiej na ławeczkach i systemem płatności lokalnymi dukatami – oba pomysły zostały wprowadzone wtedy, kiedy straciły posmak nowości, po tym jak dziesiątki innych miast zastosowały te rozwiązania. Od niedawna na topie są multimedialne fontanny; ma je Wrocław, Warszawa, Toruń... Władze Częstochowy obudzą się za kilka lat i też zapragną podarować mieszkańcom takie cudeńko?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      tomqpl
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 sierpnia 2012 19:00
  • niedziela, 18 grudnia 2011
    • Historia pewnego artykułu

      16 listopada na stronie internetowej Częstochowskiego Klubu Miłośników Komunikacji Miejskiej pojawiła się propozycja odtworzenia przystanku tramwajowego na początku alei Pokoju – wraz z treścią pisma na ten temat skierowanego do władz miasta. Przypomniano, że przystanek istniał w tym miejscu kilkadziesiąt lat temu, a potrzeba jego przywrócenia wynika z przesunięcia pary przystanków „Estakada” w kierunku centrum w związku z podłączeniem nowej linii na Błeszno.

      12 grudnia w „Gazecie Wyborczej” opublikowano list czytelnika, Romana N., zawierający apel o odtworzenie przystanku na początku alei Pokoju. Argumentacja – ta sama jak w piśmie CKMKM.

      Można mieć wątpliwości, czy autorem listu do redakcji jest rzeczywiście Roman N. Istnieją podstawy, aby przypuszczać, że pomysł Klubu został nagłośniony przez „Gazetę Wyborczą” za sprawą Tomasza Haładyja, który w częstochowskiej redakcji odpowiada za sprawy transportu, a jednocześnie jest działaczem CKMKM.

      O tym, że temat był „sterowany”, mogą świadczyć dwa komentarze znajdujące się pod artykułem:

       

      Re: LIST. Potrzebny dodatkowy przystanek w al. PoIP: *.net.stream.pl

      Gość: Pasażer 12.12.11, 20:21 Odpowiedz

      Popieram całkowicie! Powinien być taki przystanek w tym miejscu.

       

      Re: LIST. Potrzebny dodatkowy przystanek w al. PoIP: *.net.stream.pl

      Gość: czytelnik 13.12.11, 07:22 Odpowiedz

      Popieram przystanek powinien tam być!

      

      Oba umieszczone przez osoby korzystające z tego samego adresu IP. Oba podpisane przez internautów kryjących się pod drętwymi pseudonimami („czytelnik”, „pasażer”), oba głosy aprobaty dla zmian – lakoniczne i bez wyrazu (zawierają identyczne sformułowania: „popieram”, „powinien być”).

      Nie kwestionuję zasadności całego pomysłu (który, jak wynika z najnowszych doniesień, ma być wcielony w życie), nie mam nic przeciwko łączeniu pracy dziennikarza i działacza społecznego, nie uważam, żeby członkowie CKMKM mieli w tym osobisty interes, wreszcie – podchodzę z sympatią do działań Klubu. Ale coś budzi mój niesmak...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      tomqpl
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 grudnia 2011 18:27
  • niedziela, 11 grudnia 2011
    • Matka Boska Stalinogrodzka

      W przewodniku po Polsce serii „Fodor’s” znajduje się oczywiście notka o Częstochowie. O mieście nie można się z niej wiele dowiedzieć, bo opis ogranicza się praktycznie do Jasnej Góry (woda na młyn antyklerykałów). Warto jednak zwrócić uwagę na ramkę, w której zamieszczono anegdotkę dotyczącą historii miasta.

      Czytamy w niej, że po śmierci Stalina polskie władze komunistyczne chciały upamiętnić wielkiego radzieckiego przywódcę, nadając jednemu z miast nazwę Stalinogród. Wybór padł na Częstochowę, a realizację tego pomysłu wstrzymano, gdy zdano sobie sprawę z absurdalności całej sytuacji: czy pątnicy mieliby od tamtej pory pielgrzymować do Matki Boskiej Stalinogrodzkiej? I modlić się do niej? Przywódców partyjnych od tego pomysłu odwieść miał Gustaw Morcinek. I w ten sposób „zaszczyt” ten przypadł w udziale Katowicom. Prawda to czy tylko miejsca legenda?

      Niewiele dowiedzieć się można z jedynego chyba naukowego tekstu na temat nazwy Stalinogród – artykułu Zygmunta Woźniczki Katowice – Stalinogród 1953 opublikowanego w „Biuletynie IPN” nr 6–7 (41–42) z czerwca–lipca 2004. Czytamy tam: Podobno proponowano początkowo Częstochowę. Ktoś jednak zwrócił uwagę, że będzie niezręcznie, jeżeli coroczne pielgrzymki zmierzające na Jasną Górę teraz będą szły do Stalinogrodu.

      Sam Morcinek nie zostawił żadnych dzienników czy wspomnień z tamtego okresu, które mogłyby rzucić światło na tę sprawę. Pozostają domysły.

      Swoją drogą - mieszkańcom Częstochowy opowieść ta raczej nie jest znana, a w zagranicznym przewodniku figuruje jako jedna z niewielu informacji na temat miasta.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      tomqpl
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 grudnia 2011 10:42
  • czwartek, 17 listopada 2011
    • Sukcesy teatru

      – Przepraszam, ale nie mogę rozmawiać, bo stracę okazję do sprzedaży kolejnych biletów! Telefony dzwonią! Teatr przeżywa renesans! Ale liczą się jakość i marka! – krzyczy do słuchawki Joanna Karkoszka z Biura Obsługi Widzów w Teatrze im. Mickiewicza w Częstochowie.

      To fragment artykułu „Bilet, gorący towar” z wczorajszej „Rzeczpospolitej”. Dalej można przeczytać o działaniach marketingowych podejmowanych przez teatr Mickiewicza, by na koniec dowiedzieć się, że częstochowski teatr osiągnął najwyższy od lat, 40-procentowy poziom rentowności z wpływami 2,5 mln zł za bilety. Chyba nieźle, ale to pewnie nie jedyny wskaźnik świadczący o kondycji placówki, więc może warto się wstrzymać z gratulacjami...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      tomqpl
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 listopada 2011 20:13
  • niedziela, 06 listopada 2011
    • Pediatrzy grają w teatrze

      Warto zerknąć na listopadowo-grudniowy repertuar Teatru Mickiewicza.


      Uwagę przykuwa zaplanowany na 14 listopada spektakl „Konferencja lekarzy pediatrów”. Intrygujące, prawda? Zacząłem się zastanawiać nad tematem tak zatytułowanej sztuki. Łapówkarstwo, etyka zawodowa, degeneracja medyków, konszachty z firmami farmaceutycznymi, występki przeciwko przysiędze Hipokratesa?

      Oczywiście to żaden spektakl. Teatr po prostu wynajmuje pediatrom pomieszczenia na tę imprezę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że teatr umieszcza informację o tym wydarzeniu w repertuarze. Repertuar to przecież «zestaw utworów granych w jakimś teatrze, kinie lub w filharmonii w określonym czasie; też: wykaz tych utworów umieszczony na afiszach, w programach itp.». Zamknięta impreza jakiegoś środowiska utworem artystycznym z pewnością nie jest. Ale za nieumieszczaniem takich pozycji w repertuarze przemawia nie tylko definicja słownikowa, ale również fakt, że psu na budę taka informacja – przecież i tak zwykły śmiertelnik na konferencję lekarzy nie wejdzie.

      Nikt nie wejdzie też na spektakle zamknięte, które zajmują pokaźną część repertuaru – ale te przynajmniej obrazują jakoś działalność artystyczną teatru.

      A teatr niech wynajmuje sale komu chce. Informacja o takiej działalności musi być jawna, ale od tego są sprawozdania i raporty, które składa się okresowo odpowiednim władzom, a nie repertuar, w którym powinno być miejsce tylko na spektakle.

      Amen.

      PS. A pod datą 15 grudnia w repertuarze widnieje Wynajem sceny (PZU). To dopiero kuriozum.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      tomqpl
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 listopada 2011 11:07
  • środa, 19 października 2011
    • Gdzie jest Raków?

      „Gdzie jest ten Raków?” – pyta „Gazeta Wyborcza” i proponuje głosowanie nad granicami dzielnicy. Trochę to dziwne, bo nad takimi rzeczami się raczej nie głosuje (większość może nie mieć racji, a to z powodu nieznajomości historii i topografii), ale dobrze, że temat został poruszony.

      Pierwsze zaskoczenie, jakie serwuje nam autor artykułu, to wskazanie, że huta znajduje się w granicach dzielnicy Zawodzie-Dąbie. Cóż... Wszystkiemu winna zapewne linia kolejowa, bo wytyczając granice dzielnic, starano się poprowadzić je wzdłuż „naturalnych” barier, takich jak linie kolejowe czy ruchliwsze drogi. Precyzyjne określenie terytorialnego zasięgu dzielnic jest niemożliwe – kiedyś granice były płynne, poszczególne obszary nie zawsze miały formalny status, wielokrotnie ulegały przekształceniom, bywały wchłaniane przez inne organizmy administracyjne – dlatego najprościej, aby granice biegły śladem ważnych szlaków komunikacyjnych. Takie rozwiązanie ma dodatkową zaletę: arterie komunikacyjne skutecznie odgradzają jedną część miasta od drugiej, dlatego poprowadzona wzdłuż nich granica sankcjonuje niejako zastany stan rzeczy.

      A skoro o hucie mowa, to warto przypomnieć, że teren, na którym znajduje się część zakładu dobudowana po II wojnie światowej i który dzisiaj nazywany jest Kucelinem, początkowo określany był jako Mirów (w materiałach z tamtego okresu i w niektórych pracach historycznych można znaleźć wzmiankę o budowie poszczególnych fragmentów huty „na piaskach Mirowa”). Oczywiście dziś Mirów – zarówno w społecznej świadomości, jak i na oficjalnych mapach podziału pomocniczego Częstochowy – jest zawężony z grubsza do obszaru ograniczonego Wartą (naturalna bariera!), ulicą Legionów i wschodnią granicą miasta.

      Drugie „odkrycie” artykułu „GW” jest dość wątpliwe. Zdziwienie czytelników ma wzbudzić fakt, że PZU i Jagiellończycy leżą na Wrzosowiaku, a nie na Rakowie, choć wydaje się, że to całkiem rozsądna przynależność, i to bynajmniej nie tylko z tego powodu, że obie budowle ogrodzone są od Rakowa drogą krajową nr 1. Zarówno budynek PZU, jak i Jagiellończycy to miejsca względnie nowe, które należałoby kojarzyć ze współczesnym Wrzosowiakiem, który zabudowywany był mniej więcej w tym samym czasie, a nie np. z socrealistyczną aleją Pokoju. Jest jeszcze jeden argument: miejsce dzisiejszego Wrzosowiaka na początku lat dziewięćdziesiątych było określane przez... odniesienie do PZU właśnie. Mówiło się, że ktoś „mieszka za PZU” i jak się okazuje, takie sformułowanie bywa używane po dziś dzień (tutaj można znaleźć wzmiankę o parafii znajdującej się w Częstochowie, za PZU; nietrudno też natrafić na ogłoszenia sprzedaży mieszkań położonych w tej części miasta, zatytułowanych np. M2 za PZU).

      Można kwestionować także północne granice Rakowa. Muniek Staszczyk spierał się ze swoim ojcem, czy ulica Sieroszewskiego, na której lider T.Love spędził młodość, należy do Rakowa czy Ostatniego Grosza (Muniek wspomina o tym w biograficznym wywiadzie, przeprowadzonym przez Grzegorza Brzozowicza, którego zapis znalazł się w wydanej w tym roku książce „Muniek”).

      A gdzie leży cmentarz rakowski? Na Rakowie? Nie. Leży na zboczu wzgórza błeszeńskiego, więc może na Błesznie? Nie. Na Wrzosowiaku.

      Cdn.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      tomqpl
      Czas publikacji:
      środa, 19 października 2011 23:00
  • sobota, 08 października 2011
    • Daas, czyli żydowski mesjasz w Częstochowie

      Wczoraj na ekrany kin wszedł film „Daas” z Andrzejem Chyrą w roli głównej, poświęcony wiedeńskiemu epizodowi życia Jakuba Franka, XVIII-wiecznego przywódcy judaistycznej sekty, który ogłosił się mesjaszem, przeszedł na katolicyzm (wraz ze swoimi zwolennikami – wyznawcami frankizmu), jednak tę konwersję trudno byłoby uznać za szczerą czy trwałą...

      Losy tej postaci nie miałyby jednak żadnego znaczenia, gdyby nie fakt, że Jakub Frank więziony był przez kilka lat na Jasnej Górze. Z jego pobytem w Częstochowie (wtedy – raczej w Częstochówce) wiąże się wiele ciekawych historii: orgie w klasztorze, samobójczy skok jednego z  frankistów z jasnogórskich wałów, inspirowana przez Rosjan nieudana próba wywołania buntu w czasie konfederacji barskiej... Co nieco na ten temat można przeczytać w  artykule Jakub Frank: Mesjasz to ja.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      tomqpl
      Czas publikacji:
      sobota, 08 października 2011 23:43
  • czwartek, 01 września 2011
  • wtorek, 30 sierpnia 2011
    • Spisek w komunikacji miejskiej

      Kilka tygodni temu w częstochowskiej „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł Joanny Skiby „Teoria spisku w komunikacji miejskiej”. To tekst publicystyczny, jakich wiele w sezonie ogórkowym. Autorka przytacza różne obiegowe opinie na temat poczynań MPK, mających utrudnić pasażerom życie.

      Trochę w tym wszystkim humoru i przesady – taka konwencja artykułu. Najwyraźniej jednak MPK tego nie wyczuło. Przewoźnik opublikował sprostowanie. I to nie byle jakie, ale oficjalne pismo z powołaniem się na przepisy prawa i żądaniem wydrukowania go w prasie.

      Przyjrzyjmy się temu dokładniej.

      Joanna Skiba pisze: Wersja podkręcona teorii, powstała w toku dyskusji nad nią - MPK samo zrywa rozkłady na przystankach, by nas zdezorientować.

      Z zacytowanego fragmentu można wywnioskować, że autorka przywołuje czyjeś poglądy, nazywa je „teorią” (w dodatku „podkręconą”), czyli dystansuje się od nich i daje do zrozumienia, że niewiele mają wspólnego z rzeczywistością i – nie wynika to wprost z tekstu, ale daje się wyczytać spomiędzy wierszy – śmieje się z tych opinii i podchodzi do nich z nutką politowania.

      MPK tego nie wyczuło. Potraktowało wszystko poważnie i napisało:

      Nieprawdziwe jest stwierdzenie: „MPK samo zrywa rozkłady na przystankach, by nas zdenerwować”. Prawdą jest, że MPK w Częstochowie nigdy nie zrywało aktualnych rozkładów jazdy.

      Trochę poczucia humoru, Panie i Panowie z MPK!

      W artykule Joanny Skiby czytamy dalej:

      A odkąd w marcu na prostej drodze dziarskie szarpnięcie autobusu nr 11 doprowadziło do bliskiego kontaktu mojego żebra z poręczą pojazdu, trwam w pewności, że kierowcy komunikacji miejskiej urządzili sobie zawody w uszkadzaniu pasażerów. Mają w zajezdni tablicę i notują na niej swe osiągi – zrzuconych z siedzenia tylu, przewróconych tylu, posadzonych na kolanach innego pasażera tylu. Turniej jest całoroczny, o puchar prezesa.

      Przewoźnik i na ten żart musiał odpowiedzieć:

      Nieprawdziwe jest stwierdzenie: „... trwam w pewności, że kierowcy komunikacji miejskiej urządzili sobie zawody w uszkadzaniu pasażerów.”

      Naprawdę?

      I jeszcze jedna teoria spiskowa, zaprezentowana w artykule Joanny Skiby.

      Związana z nowymi autobusami. MPK je kupuje, ale nowych mercedesów czy solarisów na ulicach jakoś nie widać. Czemu? Bo zostały wynajęte innym miastom za pieniądze, a nam podsuwa się gruchoty. I ktoś na to pozwala: nam zabrać, im dać.

      MPK poczuło się w obowiązku i tej pogłosce dać odpór:

      Nieprawdziwe jest stwierdzenie: „...nowych mercedesów czy solarisów na ulicach jakoś nie widać. Czemu? Bo zostały wynajęte innym miastom za pieniądze, a nam podsuwa się gruchoty.”

      A czy z artykułu wynika, że taka jest prawda? Tak tylko mówi ulica, co autorka skrzętnie odnotowała, pewnie to i owo podrasowując, żeby lepiej brzmiało. Artykuł ma taką a nie inną konwencję i nie trzeba się na niego obrażać!

      Bo rezultat jest taki, że politowanie wzbudzają nie mieszkańcy Częstochowy, którzy wierzą w takie pogłoski, ale MPK, które traktuje je ze śmiertelną powagą i jest gotowe prostować nawet największą głupotę, którą ludzie wymyślą.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      tomqpl
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 sierpnia 2011 20:58